szukaj

Autor
Treść


Kamil  Dzięgielewski
Kamil Dzięgielewski
Ilość postów: 32
data utworzenia: 18.06.2009 godz. 00:37
Nasuwa mi się taka myśl: Dziennikarz jest rzetelny, obiektywny i asertoryczny; PR z założenia też jest rzetelny i obiektywny względem prezentowanej marki. Ale to jest tylko teoria - w rzeczywistości jak jest to Wszyscy wiemy. Podejrzewam, że 20-30% dziennikarzy ulega nieweryfikalności news relase.

Jaki jest wg was stopień komunikacji dziennikarskiej z pr-ową i odwrotnie?
Kto czerpie na niej najwięcej korzyści?
Czym motywują się PR-owcy a czym dziennikarze?

Zapraszam do dyskusji Dziennikarzy, jak i z drugiej strony PR-owców

Pozdrawiam
KML

Juliusz Bolek
Juliusz Bolek
Ilość postów: 64
data utworzenia: 19.06.2009 godz. 07:30
Jaki jest wg was stopień komunikacji dziennikarskiej z pr-ową i odwrotnie?
- stopień jest uzależniony od tematyki, rozwoju w danym sektorze komunikacji społecznej i jej strategii i zaangażowania.
Jeśli chodzi o dziennikarzy to w zależności od swojej "misji" albo korzystają ze współpracy z działami PR, albo unikają ich jak ognia

Kto czerpie na niej najwięcej korzyści?
- Podobnie jak w poprzedniej odpowiedzi. Jeśli to co robi PR wystarcza dziennikarzom to mają oni robotę wykonaną, choć pozostaje pytanie cyz wtedy to oni są jeszcze dziennikarzami, jeśli chodzi o PR to wbrew literaturze, osobom odpowiedzialnym za komunikacje społeczną wcale najbardziej nie zależy na rozgłosie.

Czym motywują się PR-owcy a czym dziennikarze?
- to są cechy indywiduale, albo są to pasje, albo pieniądze, albo władza, albo sława, tak jak u Moslowa

Tomasz Mażuchowski
Tomasz Mażuchowski
Ilość postów: 50
data utworzenia: 19.06.2009 godz. 15:24

Podejrzewam, że 20-30% dziennikarzy ulega nieweryfikalności news relase.


Niektórzy dziennikarze pragną otrzymywać komunikaty w formie umożliwiającej ich natychmiastowe zamieszczenie na portalu lub opublikowanie w innych mediach. PR-owcy z kolei pragną publikować własny komunikat, by uniknąć problemów wynikających z upraszczania informacji przez dziennikarzy (często próba uogólnienia zagadnienia, dokonywana w dobrej intencji, zmienia zupełnie merytorykę PR-owskiego komunikatu). W tej sytuacji korzyści są wspólne.

Innym razem media (szczególnie lokalne) próbują wymusić na PR-owcach wykupienie reklamy za opublikowanie informacji prasowej lub tekstu stanowiącego kryptoreklamę. Nieumiejętne rozwiązanie tego problemu skutkuje narastającymi konfliktami. Podobnie dzieje się, gdy to PR-owcy są stroną wymuszającą na mediach zrewanżowanie się za płatne reklamy (młodzi pracownicy agencji lubią popełniać ten błąd). W tej sytuacji wspólne są straty, bo nikt na takich układach na dłuższą metę nie może nic zyskać.

PR i media to żywioły powiązane. Jeśli się wspierają, realizują funkcje sobie przypisane. Gdy zaczynają się wzajemnie wykorzystywać - wszystko się sypie.

W moim odczuciu żadna ze stron nie czerpie większych korzyści na relacjach PR-u z mediami. Reprezentując swoją firmę, można współpracować z dziennikarzami na czystych zasadach - pamiętając o tym, że najważniejszy jest odbiorca informacji. Dziennikarz ma obowiązek zadawać pytania. PR-owiec jest zobowiązany odpowiadać i wyjaśniać. Aktywność w procesie komunikacji wykazywać muszą obie strony.

Z perspektywy PR-u dostrzega się jednak pewien problem. Jeżeli organizacja firmuje swoją marką ważne wydarzenie (np. kampanię edukacyjną), media niekiedy nie zgadzają się opublikować informacji na ten temat, skrywając się za hasłem kryptoreklamy (w rzeczywistości oczekując oferty płatnej współpracy). Skoro wydarzenie jest cenne pod względem społecznym oraz nie tylko buduje wartość marki, ale i służy otoczeniu - dlaczego nie może zaistnieć medialnie?

Bywają i inne paradoksy. Doświadczyłem kiedyś sytuacji, gdy dziennikarka państwowej telewizji zażądała ode mnie, by uczestnicy ciekawej imprezy sportowej zorganizowanej przez przedsiębiorstwo zasłonili kurtkami (latem!) stroje z logo firmy. Twierdziła, że "nie będzie nam robić reklamy". To chyba dość wyrazisty przykład niezrozumienia terminu "kryptoreklama". Zrezygnowaliśmy z materiału, nie wstydziliśmy się swojego miejsca pracy, by musieć ukrywać znak firmowy.

Ale dobrze wiemy, że i PR-owcy wciskają się czasem przez szparę w drzwiach, żeby za wszelką cenę podpiąć się pod wydarzenia relacjonowane w mediach, choć sami nie dodają wartości wydarzeniu - ani zaangażowaniem organizacyjnym, ani wsparciem innego rodzaju. O takich sam nie pisałem, gdy jeszcze dziennikarzyłem. Sponsoring cennego wydarzenia kulturalnego czy społecznego zasługuje na wzmiankę w materiale, podpisywanie się pod cudzym dziełem - nie.

Stopień komunikacji zależy więc od dojrzałości obu stron procesu porozumiewania się i od posiadanych kompetencji zawodowych. Dobry dziennikarz zawsze przebije się przez wodolejstwo PR-owca, a dobry PR-owiec zawsze znajdzie rzetelne argumenty, by uzasadnić swoje działanie. I nie będzie musiał lać wody.

A czym się kierują dziennikarze i PR-owcy? Chyba tym samym: zależy nam na przekazaniu odbiorcy komunikatu na temat czegoś, co uważamy za istotne. Dalej mamy już do czynienia z kwestiami indywidualnymi - na ile fachowo i uczciwie tego dokonamy.

Tak mi się przynajmniej wydaje.


© Copyright 2009 - 2017 by
Wirtualnemedia.pl
Created by GoldenSubmarine