SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Radio cyfrowe - spektakularna klapa. Bolid na drewnianych kołach za 750 mln zł?

Powyższa ilustracja zaczerpnięta z niemieckiego rynku, całkiem nieźle pokazuje potencjał radia cyfrowego. Ale istotę  problemu jeszcze lepiej określa inna metafora, porównująca radio cyfrowe do pacjenta w stanie wegetatywnym, utrzymywanego przy życiu za wszelką cenę dzięki woli administracji i pieniądzom publicznym - pisze Kazimierz Gródek, Prezes Grupy RMF.

Kazimierz Gródek, fot. RMF FM Kazimierz Gródek, fot. RMF FM

W toczącej się na łamach dziennika „Rzeczpospolita” dyskusji  o wdrażaniu w Polsce radia cyfrowego, głos zabrał ostatnio Z-ca Przewodniczącego KRRiT Witold Graboś, który polemizował z argumentami senatora Grzegorza Czeleja, wskazującego na irracjonalnie wysokie koszty społeczne całego procesu i sugerującego roztropność w gospodarowaniu środkami publicznymi.

Pan Przewodniczący Graboś, próbując wyznaczyć granice sporu pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami cyfryzacji radia, posłużył się zgrabną anegdotką o budowie linii kolejowej w Wielkiej Brytanii w 1826 r. Ot i sprawa stała się oczywista. Nadawcy niepubliczni są jak miłośnicy końskich zaprzęgów, producenci siana i kowale, chcą powstrzymać KRRiT i radio publiczne. A ci, niczym parowa ciuchcia, mozolnie popychają radio w epokę cyfrową. Można by uznać, że nadawcy niepubliczni są, delikatnie rzecz ujmując, mało nowocześni. Ale pan Przewodniczący Graboś bezlitośnie demaskuje przeciwników: otóż chodzi przede wszystkim o zyski radiowych nadawców komercyjnych przerażonych wizją wzmożonej konkurencji.

Tak określona przestrzeń sporu jest całkowicie fałszywa. 

Radio cyfrowe – mit nowoczesności
Technologia ta powstała w epoce przedinternetowej w latach 80. XX wieku. W grudniu 1990 r. brytyjskie BBC uruchomiło emisję testową. W tym samym miesiącu powstała też pierwsza na świecie strona internetowa. W 1991 r. zniesiono zakaz używania internetu do celów komercyjnych. Od 1995 r. BBC regularnie nadaje w technologii cyfrowej, a brytyjscy nadawcy komercyjni uruchomili nadawanie cyfrowe 2-3 lata później. I choć proces cyfryzacji radia w  Wielkiej Brytanii trwa od prawie 20 lat, to wg raportu OFCOM-u (brytyjski odpowiednik KRRiT) z dn. 25.09.2013r. sprzedaż odbiorników cyfrowych w okresie 01.2012 – 06.2013 wyniosła 1,9 mln sztuk. W tym czasie sprzedaż odbiorników analogowych osiągnęła poziom 3,7 mln. Jednocześnie, pomimo kosztownej promocji, zaledwie 23% ogólnego czasu słuchania radia przypada na radio cyfrowe (DAB/DAB+).

Jak widać historia radia cyfrowego i internetu rozpoczyna się w mniej więcej tym samym czasie, a odpowiedź na pytanie, gdzie jest dzisiaj radio cyfrowe, a  gdzie internet, jest oczywista.

Jasne, że technologia radia cyfrowego ulega zmianom i staje się coraz bardziej nowoczesna. Obok systemu DAB stosowanego w Wielkiej Brytanii, pojawił się system DAB+ czy DMB (bez powodzenia wdrażany we Francji i ostatecznie porzucony). Istota problemu leży jednak gdzie indziej. Otóż korzyści oferowane przez  radio cyfrowe nie są dla słuchaczy na tyle istotne, aby uzasadniały zakup nowego cyfrowego odbiornika. Tym bardziej, że UKF jeszcze przez wiele lat z powodzeniem będzie służył odbiorcom. Opowieści o krystalicznym dźwięku można włożyć miedzy bajki, a gadżety w postaci napisów czy slajdów w dobie internetu mają dla słuchaczy znaczenie trzeciorzędne i trącą myszką.
Powyższa diagnoza nie jest opinią nadawców komercyjnych, ale próbą racjonalnej analizy i wyciągnięcia wniosków z doświadczeń innych krajów. 

Radio cyfrowe – spektakularna klapa
Promotorzy radiofonii cyfrowej lubują się w prezentowaniu mapy obrazującej ekspansję terytorialną owej nowoczesnej technologii. Na rozlicznych konferencjach używają argumentu, że „nawet Ghana nadaje cyfrowo”.  Istotnie, Ghana jako jedyny kraj afrykański uruchomiła regularną usługę telewizji i radia cyfrowego. Miało to  miejsce w 2008 r., objęło stolicę kraju Akrę i Kumasi, i na tym w zasadzie informacje na ten temat się kończą. Nie wiadomo nic na temat ewentualnego sukcesu tego przedsięwzięcia. Jednak bardziej celowe od analizy ewentualnych sukcesów Ghany, wydaje się odwołanie do doświadczeń europejskich. Tymczasem w Europie, w której (obok Australii) proces ten jest najbardziej zaawansowany, rezultaty wdrażania technologii radia cyfrowego są miażdżącą porażką. Z powodu bardzo słabych wyników i wysokich kosztów, cyfryzacja we Francji i Hiszpanii została w praktyce wstrzymana, a Portugalia – po nieudanych próbach – w ogóle zrezygnowała z tej technologii. Proces cyfryzacji radia rozumiany jako regularna usługa nie został podjęty w Austrii, Finlandii, Grecji, Estonii, Słowenii, Rumunii, Bułgarii, na Słowacji, Litwie, Łotwie i na Węgrzech.

Tymczasem na stronach Polskiego Radia można znaleźć następującą informację: „Proces cyfryzacji radia  został z sukcesem przeprowadzony w wielu krajach”. Jako przykłady tego sukcesu wskazuje się Wielką Brytanię, Niemcy, Danię, Szwajcarię i Norwegię. O Wielkiej Brytanii wspominałem wyżej. W uzupełnieniu warto zaznaczyć, że w grudniu ubiegłego roku, z powodu zbyt małego zasięgu radia cyfrowego (po 18 latach nadawania), rząd brytyjski po raz kolejny przełożył datę wyłączenia  systemu FM.

Niemcy do roku 2009  wydali na cyfryzację radia 187 mln EUR.  W 2009 r.  niemiecki regulator uznał DAB za nieopłacalny i wstrzymał finansowanie tego przedsięwzięcia. W 2011 r. pod naciskami   nadawców publicznych i ze względu na koszty poniesione wcześniej, wznowiono prace nad cyfryzacją. Efekty są znikome. Szacuje się, że tylko ok. 4,5%  gospodarstw domowych w Niemczech posiada odbiorniki cyfrowe. Jeśli więc proces cyfryzacji będzie dalej odbywał się w takim tempie,  to potrwa jeszcze 50 lat! W liczącej prawie 8 mln mieszkańców Szwajcarii, gdzie emisję cyfrową rozpoczęto w 1999 r.,  sprzedano  dotąd  ok. 1,4 mln odbiorników cyfrowych. W Danii, gdzie proces prowadzony jest od 12 lat, wciąż dominują słuchacze radia w systemie FM. Jedynie Norwegia wyznaczyła datę switch off na 2017 r., przy czym termin ten został obwarowany kilkoma warunkami i nie ma wcale pewności, że zostanie dotrzymany.   

Analiza przywołanych wyżej faktów i liczb jest z pewnością męcząca. Przytaczam je jednak po to, aby nie zostać oskarżonym o gołosłowny defetyzm. Fakty są bezlitosne. Radio cyfrowe utrzymują przy życiu wyłącznie pieniądze nadawców publicznych.

Może to wydać się zabawne, ale Polska z emisją cyfrową realizowaną od października 2013 r. w Warszawie i Katowicach, słuchalnością radia cyfrowego na poziomie, jak podejrzewam, 0% i sprzedażą odbiorników na podobnym poziomie,  może już dzisiaj być zaliczona do  grona  światowych liderów cyfryzacji.    

Cyfrowy „Gawron”?
Jakiś czas temu  media  szeroko informowały, że budowany od 10 lat  wielozadaniowy bojowy statek morski – korweta „Gawron” – stanie się jednak patrolowym „Ślązakiem”. Budowa korwety  pochłonęła ponad 400 mln zł  i choć od wielu lat było wiadomo, że projekt to mrzonka,  pudrowano rzeczywistość, aby nie przyznać, że inwestycja była chybiona. Ponieważ kadłub 90-metrowej, niedoszłej korwety zalegał na nabrzeżu i problemu nie dało się ukryć, Ministerstwo Obrony ogłosiło, że rozwiązania są dwa: „albo żyletki, albo patrolowiec”. Zdecydowano ostatecznie, że podatnik dołoży kolejne 250 mln zł  i powstanie patrolowiec.

Projekt radia cyfrowego jest niczym „Gawron”. Jak wskazuje praktyka innych krajów europejskich, proces zastępowania radia działającego w systemie FM nowym systemem DAB+ zajmie 10-15 lat, a może i więcej. (O ile w dzisiejszej internetowej rzeczywistości tego rodzaju projekcje mają jakikolwiek sens.) Oznacza to ni mniej, ni więcej, że przez cały ten okres nadawcy zmuszeni będą ponosić koszty funkcjonowania obu systemów. I cóż z tego, że nadawanie cyfrowe jest tańsze, skoro przez lata  nadawcy będą płacić równocześnie za nadawanie cyfrowe i analogowe, a więc podwójnie.  
A mówimy tutaj o wcale niebagatelnych kosztach. Zgodnie z prognozą przygotowaną przez Polskie Radio, roczny koszt emisji cyfrowej projektowanego multipleksu radia publicznego to kwota 26 mln zł, przy czym stawiam dolary przeciw orzechom, że koszty te okażą się zdecydowanie wyższe i raczej zbliżą się do kwoty 35-40 mln zł.  Rozpoczynając cyfrową emisję, Polskie Radio ogłosiło, że poza 5 aktualnie nadawanymi programami, zamierza uruchomić 5 kolejnych. Jak wynika ze sprawozdania Polskiego Radia za 2012 r., koszt wytworzenia 4 podstawowych programów odpowiadał kwocie ponad 111 mln zł (suma ta nie obejmowała 116,5 mln zł innych kosztów działalności Polskiego Radia).

Racjonalne wydaje się więc założenie, że uwzględniając różnego rodzaju synergie programowe, optymalizacje kosztowe itd., produkcja dodatkowych 5 programów pochłonie kolejne 50 mln zł rocznie. (Dla przykładu produkcja tylko Programu I Polskiego Radia kosztowała w 2012 r. prawie 41 mln zł, a najtańszej Czwórki ponad 17 mln zł).  A to oznacza, że utrzymanie  multipleksu  Polskiego Radia kosztować będzie podatnika 75-90 mln zł rocznie. Jeśli nawet przyjmiemy nader optymistyczne i, moim zdaniem, całkowicie nierealne założenie, że okres tzw. simulcastu potrwa tylko 10 lat, mówimy o dodatkowych kosztach na poziomie 750–900 mln zł.

Entuzjaści pompowania publicznych środków w cyfrową emisję argumentują, że warto ponieść te koszty, ponieważ potem, już po wyłączeniu FM-u, będzie taniej. Rzecz w tym, że wówczas może już nie być miejsca dla tradycyjnego radia (ewentualnie jego zasięg będzie bardzo ograniczony), a radia będzie się słuchało głównie przez internet. Dlatego wszyscy nadawcy, nie wyłączając Polskiego Radia, od lat inwestują w rozwój stacji internetowych. 

Jak widać, cyfrowy multipleks Polskiego Radia ma spore szanse, by w nie tak odległej przyszłości stać się kolejnym polskim „Gawronem”, tj. modelowym  przykładem chybionej inwestycji. Szanse na to są tym większe, że podobnie jak w tamtym przypadku niezwykle trudno będzie ustalić osoby odpowiedzialne za wdrożenie tego projektu. I podobnie jak w przypadku „Gawrona” czy cyfryzacji w Niemczech, uzasadnieniem dla wydawania kolejnych pieniędzy będą przede wszystkim pieniądze… już wydane. Trudno bowiem będzie przyznać, że zmarnowano dziesiątki czy setki milionów na  realizację cyfrowej mrzonki.      

Co do tego nadawcom komercyjnym?
Dlaczego nadawcy komercyjni zabierają głos w sprawie multipleksu nadawcy publicznego? Otóż dlatego, że porażka tego projektu tłumaczona będzie brakiem zaangażowania nadawców  komercyjnych. A to z kolei rodzić będzie presję ze strony regulatora i administracji na włączenie  nadawców komercyjnych w ten projekt. Już dzisiaj prezentowany jest pogląd, że cyfryzacja bez udziału nadawców komercyjnych nie może się udać. Rodzi się więc pytanie, dlaczego rozpoczęto ten proces bez przygotowania jasnego planu cyfryzacji? Planu, który rzetelnie i całościowo prezentowałby koszty wdrożenia projektu w życie. Planu pokazującego doświadczenia i koszty innych krajów związane z wdrażaniem tej technologii.    
Wbrew sugestiom Pana ministra Witolda Grabosia, przedmiotem obaw nadawców komercyjnych  nie jest „wzmożona konkurencja”. Doświadczenia tych nielicznych krajów, w których proces jest realizowany, wskazują bowiem na zjawiska wręcz odwrotne, tj. przyspieszenie procesów koncentracji. Sprzeciw nadawców wynika z konieczności ponoszenia przez wiele lat podwójnych kosztów emisji (a uwzględniając emisję w internecie – potrójnych). Z kolei podjęcie decyzji o wyłączeniu nadawania analogowego w dającej się przewidzieć perspektywie spowoduje drastyczne zmniejszenie liczby słuchaczy.

Co powinniśmy zrobić?
W ocenie nadawców niepublicznych najbardziej racjonalnym rozwiązaniem byłoby wstrzymanie jakichkolwiek kosztownych inwestycji aż do czasu przesądzenia sprawy cyfryzacji radia na poziomie Unii Europejskiej. Skoro bowiem projekt trudno uznać za sukces w krajach gdzie jest realizowany, skoro wywołuje wątpliwości w znacznie od nas bogatszych Francji, Hiszpanii czy Portugalii,  a w wielu krajach w praktyce nie jest realizowany, to nie ma powodu, by Polska występowała tutaj w roli prymusa. 

Jeśli jednak z jakichś względów Polska chce lub musi brnąć w to kosztowne i zdaniem nadawców komercyjnych nierokujące przedsięwzięcie, to jego realizacja powinna być odpowiednio przygotowana. Tymczasem  do dziś nie powstała całościowa i rzetelna analiza projektów cyfryzacji radia, realizowanych w innych krajach europejskich. Analiza taka przygotowana przez wiarygodną instytucję badawczą, oparta o źródłowe materiały, a nie propagandową sieczkę zaczerpniętą z internetu, powinna prezentować koszty wdrożenia projektu i koszty społeczne, rzeczywistą słuchalność radia cyfrowego itd. Dopiero taki dokument mógłby stać się podstawą konsultacji i ustaleń zmierzających do opracowania długoterminowego planu wdrożenia radia cyfrowego. Plan taki, co oczywiste, winien precyzować kolejne etapy procesu, poczynając od daty jego uruchomienia do daty switch off. Powinien jasno i precyzyjnie wytyczać cele kolejnych etapów procesu (np. liczba sprzedanych odbiorników, słuchalność stacji cyfrowych itd.). Dopiero realizacja określonych celów powinna otwierać możliwość uruchomienia kolejnych środków finansowych (w odniesieniu do nadawcy publicznego). Plan ten powinien wreszcie jasno i dokładnie określać konsekwencje braku realizacji ustalonych celów (np. zamrożenie procesu lub jego wygaszenie, ewentualnie zwiększenie finansowania itd.).
 
Wydaje się, że fakty przedstawione powyżej uzasadniają ostrożność przy podejmowaniu kolejnych decyzji w tej sprawie. Może się bowiem okazać, że na cyfryzacji radia nie skorzysta ani radio publiczne (jak sądzi senator Czelej), ani też słuchacze (jak zapewnia Przewodniczący Graboś). A jedynym niewątpliwym beneficjentem tak realizowanej cyfryzacji  będzie operator sieci nadawczej.


Kazimierz Gródek, Prezes Grupy RMF

Tekst ukazał się 18 lutego br. na łamach dziennika "Rzeczpospolita"

Dołącz do dyskusji: Radio cyfrowe - spektakularna klapa. Bolid na drewnianych kołach za 750 mln zł?

32 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Neo
Szanowny Panie Prezesie,
Z całym szacunkiem dla Pana dorobku i doświadczenia, ale niech Pan się nie wypowiada na temat cyfryzacji polskiego radia. Powód? Zniszczyliście polską radiofonię. Najpierw wykupiliście co się da. Teraz w wielu miastach macie monopol i serwujecie papkę muzyczno- słowną. Brak ambicji, kreatywności i szacunku do słuchaczy. Liczą się tylko słupki w dziale reklamowym. Wasze "stacje dzieci" maxxxy i inne robią w konia KRRiTV a z słuchaczy kompletnych idiotów. Mam nadzieję, że dzięki cyfryzacji będę mógł posłuchać tego co dziś znajduję w necie, bo póki co w polskim eterze wieje nudą i szarością.
0 0
odpowiedź
User
Za kilka lat
Chce się ktoś założyć że za kilka lat pan prezes i RMF będą gorącymi zwolennikami cyfrowego radia i będą żądać dodatkowych miejsc dla kolejnych swoich stacji.
0 0
odpowiedź
User
dab +
Jesli widza tego pana jest tak wszechstronna jak ambitny jest RMF to niech zajmie sie czym innym a nie uśmiercaniem prawdziwych nadawców próbujacym wdrożyc nowe technologie.
0 0
odpowiedź